3 lutego 2012

Nie dzielni goście?

Ja się chciałem głośno zapytać, dlaczego już się takie Trepki w Rzeczypospolitej nie rodzą? A może się rodzą i piszą tylko słyszą: "to się nie sprzeda panie Trepka". Przykro to przyznać ale rację mają ci, którzy tak mówią. Sam tą książkę kupiłem na wyprzedaży staroci za dwa złote, na swoją obronę mam tylko to, że wtedy pierwszy raz ją zobaczyłem na oczy. Licha ta moja obrona.

O autorze nie będę się rozpisywał, dla chętnych dowiedzenia się czegoś więcej odsyłam do Wikipedii. Powiem tylko, że takim sztandarowym dziełem Andrzeja Trepki jest trylogia: "Zagubiona przyszłość", "Proxima" i "Kosmiczni bracia", którą to napisał razem z Krzysztofem Boruniem.

Od razu ostrzegam, nie jest to książka dla każdego. Jest to rozwinięcie tezy jaką postawił Andrzej Wiśniewski-Snerg o nadistotach. A jeszcze tak niedawno czytałem narzekania na brak pierwiastka naukowego w SF. Tu jest tego do syta i jeszcze z repetą. Rozważania nad implantacją ziemskich ekosystemów, i ich wpływu na istniejącą biosferę planety, oraz realizacja zdefiniowanych i samoregulujących się ekosystemów. Rozwój behawiorystyczny zwierząt w nowym i zupełnie innym ekosystemie. Zachowania dzikich ludzi w zderzeniu z cywilizacją. I główny temat: czyli nasze możliwości w starciu z istotami zajmującymi wyższy szczebel w ewolucji. Czy można chcieć czegoś więcej?

Jak zachować się mają ludzie, którzy pokonawszy wiele lat świetlnych, przebytych w anabiozie, znajdują planetę nie tylko zdatną do kolonizacji, ale być może nawet lepszą od staruszki Ziemi? Oczywiście powinni ją zaanektować dla ludzkości. Tylko co w takim przypadku, kiedy w trakcie "udamawiania" okazuje się, że na tej planecie człowiek nie stoi na szczycie piramidy pokarmowej? Kiedy staje się on, a właściwie tylko jego wiedza, wspomnienia, pamięć, pokarmem dla kogoś kogo nie sposób nawet dostrzec, nic już nie mówiąc o porozumieniu czy współpracy. Tak drodzy czytelnicy w niezmierzonych otchłaniach kosmosu może istnieć życie, które wyewoluowało na wyższy poziom rozwoju od człowieka. Dla którego możemy stać się li tylko pożywką, "kotletem". Z którym nie tylko nie damy rady walczyć, ale możemy nawet nie zauważyć, że jesteśmy pożerani żywcem. Tak jak żaba wrzucona do zimnej wody, nie ucieknie z niej mimo tego, że zaczniemy ją podgrzewać, aż do wrzenia. Jedyną szansą jest ucieczka, ale czy ludzie coraz mniej wiedzący, pamiętający, będą do niej zdolni. Istnieje też zagrożenie przewiezienia tego nadbytu na ojczystą planetę. Jak Ty byś postąpił?

Oceniam tą książkę 6/10, ocena jest obniżona za takie jakieś nijakie zakończenie, ckliwo-nierealne. Ale warto ją przeczytać i dla samych siebie porozważać, czy jednak nie można by jakoś dotrzeć do nadjaźni albo przynajmniej stanąć jej ością w gardle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze, to fajnie wiedzieć, że ktoś (poza mną) z tego korzysta.