19 sierpnia 2012

Czterysta miliardów, autobusy i tramwaje

W zasadzie niegroźnej Douglas Adams opisał życie na planecie Bartledan. Jedną z ciekawostek owego świata były książki. Mówiły o życiu jakiegoś człowieka i kończyły się po stu tysiącach słów. Każda książka kończyła się po stu tysiącach słów w zupełnie nieoczekiwanym momencie, ot tak. Chyba jedna z tych książek została wydana na naszej Ziemi. Co prawda nie policzyłem ile ma słów, ale opowiada pewną historię i kończy się właściwie nic nie opowiedziawszy.

Historia się zaczyna, potem trwa i różne rzeczy się dzieją dziwne i czasem nawet ciekawe, jest i przygoda i praca na obcej planecie, są opowieści o wcześniejszym życiu bohaterki, i na końcu książka się kończy. Brak jakiejś myśli przewodniej, albo ja jej nie dostrzegłem, choć zazwyczaj mi się udaje zrozumieć, co autor chciał przekazać, o czym opowiedzieć. Tym razem nie pojąłem zamysłu. Nie można powiedzieć, że nic się nie dzieje, bo dzieje się, tylko po co?

Jednego czego nie można odmówić autorowi to rozmachu. Jak do tej pory największe statki kosmiczne miały po kilka kilometrów długości czy szerokości. Czasem były to nawet jakieś wydrążone, lub nie, planetoidy albo nawet planety. Statki jakie posiadają tutejsi obcy, mają wielkość mierzoną w miesiącach świetlnych. Układ słoneczny ma średnicę 78,8 j.a. co równa się blisko jedenastu godzinom świetlnym. Nasza staruszka Ziemia leży zaledwie o osiem minut świetlnych od Słońca. Miesiąc świetlny zaś to 7,78*10^12 km. A wydawali się tacy prymitywni.

To da się przeczytać, ale ten, nie wiem jak to powiedzieć, niedosyt może. Taki brak jakiejś puenty, kropki nad i, w pewien sposób męczy i trochę drażni. Jak dla mnie to 4/10, albo autor za mądry, albo ja za głupi, może nie dorosłem, może mi coś umknęło, może zgubiło się w przekładzie, nie wiem.

Paul J. McAuley "Czterysta miliardów gwiazd" tyt.org. "Four hundred billion stars" Wydawca Zysk i S-ka Wydawnictwo s.c. 1999

15 sierpnia 2012

Gdzie te chłopy?

Wciąż się rozwijamy. Jesteśmy coraz mądrzejsi. Nasz wzrok sięga coraz dalej (zwłaszcza mój, zaczynam mieć za krótkie ręce żeby coś małym drukiem napisane przeczytać). W gwiazdy chcielibyśmy ruszyć, braci w rozumie (tfu co ja piszę, istoty znacznie mądrzejsze od nas) spotkać, ale co najwyżej pomarzyć możemy, lub książkę przeczytać. Ale żeby móc przeczytać książkę o przygodach na gwiezdnym szlaku, to musi ją ktoś napisać. I tu z pomocą przychodzi nam Bohdan Petecki.

Ludzkość przebrnęła przez wieki błędów i wypaczeń. Ciągłej pogoni za kolorowymi papierkami. Wszystkim jest dobrze i to tak, że z nudów wyruszyli w kosmos. Tym co nie wyruszyli czasem odbija, a żeby nikomu krzywda się nie stała, powstał inforpol. Do Korpusu nie można wstąpić ani się zaciągnąć. Agenci nie są powoływani, są produkowani. Efekt inżynierii genetycznej i bioinżynierii. Nie odczuwają bólu ani strachu. Są wobec siebie w pełni kompatybilni. To większość ich się boi lub brzydzi. Ostatni tysiąc "ludzi", których celem życia jest walka. Korpus powstał z myślą o problemach wewnętrznych, ale przewidziano też, że może się przydać w przypadku zagrożenia zewnętrznego. Bo jeśli jesteśmy sami w kosmosie, to jest to straszne marnotrawstwo przestrzeni. I stało się, wyprawa do innego układu słonecznego zamilkła. Trzeba więc wyruszyć im z pomocą, a tym zielonym z czułkami wytłumaczyć, że ludziom kuku robić nie należy. Zbudowano nawet uniwersalny translator w tym celu, z dużym przyciskiem, na którym napisano anihilacja. To wszystkim i wszystko wytłumaczy. Ale najpierw trzeba tam dolecieć i odnaleźć ocalałych. To co, lecimy?

Pierwszoosobowa narracja (tak, jesteśmy agentem i to dowodzącym). Wartka akcja. Trochę szkoda, że tak tylko popatrzeć dali na obcą cywilizację, ale nie można mieć wszystkiego. Wystarczająco sobie postrzelacie do automatów granicznych i po manewrujecie wśród satelitów. A i jakiś księżyc rozstrzelać wam będzie dane. Takoż nie marudzić ino czytać, bo fajne. Całe 7/10 za nie do końca szczęśliwe zakończenie i za to, że są rzeczy, których się nie zauważa uważnie się im najpierw przyjrzawszy.

Bohdan Petecki "Strefy zerowe" Wydawca Państwowe Wydawnictwo "Iskry" 1983

14 sierpnia 2012

Żyd wieczny antysemita

Opowiem dowcip, i tak, będzie to dowcip o Żydach.
- Wiecie czemu w Tel Avivie nie da się uprawiać seksu na ulicy?
- Bo każdy Żyd podejdzie i powie jak to robić lepiej.
Coby nie być posądzonym o antysemityzm, to powiem, że dowcip ten usłyszałem w Tel Avivie na ulicy. Opowiedział mi go Żyd, a poznawszy go nieco, wydaje mi się, że on z autopsji wiedział co mówi.

Z twórczością Ephraima spotkałem się po raz pierwszy czytając W tył zwrot pani Lot. Niewiele brakowało, a owo czytanie spowodowałby moje zejście z tego łez padołu. Momentami rechot przechodził już w rzężenie, na szczęście łzy zalewające oczy uniemożliwiały mi dalsze śledzenie literek i tylko to uratowało mnie przed niechybnym pęknięciem ze śmiechu. Polecam czytać tylko przy silnej depresji, bo nie chciałbym mieć kogoś na sumieniu.

Niniejszy zbiór opowiadań jest nieco łagodniejszy, choć i tu znajdują się perełki, które spowodują, że współpasażerowie środków lokomocji bardzo podejrzliwie będą się na was zerkać. Zwłaszcza w niepogodę gdy z pewną nerwowością zaczniecie liczyć i uważnie oglądać posiadane parasole.

Zanim jednak zaczniecie czytać, dobrze jest się zapoznać, choćby pobieżnie, z nowożytną historią Izraela. Pozwoli to lepiej zrozumieć niektóre odniesienia w tekście. Tą dawniejszą historię wszak większość z nas zna ze Starego Testamentu. 

Ja daję 7/10, gdybym nie czytał wcześniej o żonie Lota, nota byłaby nieco wyższa. Okazuje się, że Żydzi to tacy sami ludzie jak my, to jasne jak jarmułka jubilera.

Ephraim Kishon "A fe, Dawidzie !" tyt.org. "Wie unfair David" Wydawca Wydawnictwo m 1994

13 sierpnia 2012

Czy ja wierze w wieże?

Jakoś na początku mojej kariery blogera (ach jak to brzmi durnie), która to ostatnio nieco przywiędła (ale to nie miejsce i czas na zwierzenia) dane mi było opisać Czystopis, który jest kontynuacją niniejszej książki. Nie byłem zbyt wylewny ani jakoś wyjątkowo oczarowany owym dziełem. Ot taka całkiem niezła ramotka. To teraz dodam jeszcze od siebie, szkoda Siergieju, że nie skończyłeś na tomie pierwszym.

Książka nie jest w jakiś sposób odkrywcza. Ale jest dobrze napisana. Niektóre pomysły zaskakujące. Niegłupio pomyślane światy i zabawny sposób dostawania się do nich. Funkcyjni i ich funkcje, oraz sposób oddzielenia ich od świata rewelacyjny.

Jak już pisałem najpierw przeczytałem tom drugi, mimo wszystko książka potrafiła mnie zaskoczyć, a to dobrze o niej świadczy. I jest lepsza, powiem nawet, że jakby autor zakończył na jednej tylko części, albo lepiej przemyślał dwójkę, nie odkrył wszystkich kart (z których część okazała się blotkami) można by mówić o całkiem niezłej powieści.

Za pierwszą część dam 7/10 i lepiej odpuścić sobie część drugą. Ja wiem, że za dwie książki dostanie się większe pieniądze niż za jedną, ale za to czytelnicy mogą nie sięgnąć po kolejną powieść zawiedzeni tym co dostali. Niedopowiedzenia pozwalają poszaleć wyobraźni.

Siergiej Łukjanienko"Brudnopis" tyt.org. "Черновик" Wydawca Wydawnictwo MAG 2008

08 sierpnia 2012

Nasze twarze to kamuflaże

OGŁOSZENIE
Spokojny domator acz lubiący dalekie podróże. Może nie za przystojny ale za to nie głupi i czasem bywa, że dowcipny. Zdrowy albo źle zbadany. "Normalny" powiedział lekarz (potem co prawda dodał "to ty bracie nie jesteś" ale kto by tam wierzył we wszystko co mówią te łapiduchy od siedmiu boleści). Poszukuje zmiennokształtnej i bezpruderyjnej obcej, która to poszukuje towarzystwa (ale nie jako zapasów pokarmowych czy też obiektu do badania per rectum) na długą (może być nawet 22 lata świetlne) podróż do domu. Dużo rzeczy potrafię zepsuć ale niektóre z nich potem udaje mi się naprawić albo przynajmniej posklejać.

Gdybyś chciała możemy zabrać moją niewielką biblioteczkę to Ci poczytam jakie czasem fantastyczne głupoty ludzie potrafią napisać. Choćby o strzelaniu z lasera do idealnego lustra. Już większe szanse na sukces upatruję w tym, jakby tym laserem w to lustro strzelili, ale co ja tam wiem. Mimo wszystko czyta się je z przyjemnością, a i parę ciekawych faktów historycznych zawierają. Podobały mi się też opisy niezrozumiałych, dla obcego, zachowań ludzi, a które to obserwacje dają trochę do myślenia. Zakończenie cieniutkie ale za całość można dać 6/10.

Jeśli znajdzie się jakowaś zainteresowana moją, może nie idealną ale dość fajną, kandydaturą, to proszę o kontakt za pomocą komentarzy.

Uśmiechnięty zazwyczaj fprefect.

Joe Haldeman "Kamuflaż" tyt.org. "Camouflage" Wydawca Wydawnictwo Dolnośląskie 2008