21 marca 2013

Nie denerwuj kangurów

Dziś odbyła się prawdziwa wyprawa. Nie dość, że trzeba się było dwa razy przeprawiać przez rzekę (i to niemałą, bo chodzi o Wisłę), to jeszcze trzeba było się wspinać. Niby chodziło tylko o usunięcie pooperacyjnych szwów. Ale dla nie najlepiej czującego się siedemdziesięcio-parolatka, to była ciężka wycieczka. Dziwne jest to, że ja się też zmęczyłem, choć w normalnych warunkach przejazd taksówką i wejście po kilu schodach jeszcze mnie nie wykańcza. To jakieś współczuwające zmęczenie chyba.
Podobną analogię zauważyłem ostatnio podczas czytania. Czytam potworną cegłę, od trzech miesięcy. żeby jakoś przez nią się przebić, sięgałem na półki, po książki, o których wiedziałem, że poprawią mój nastrój. Tak przeczytałem kilkanaście książek i dziś kolejny z poprawiaczy.

Po przeczytaniu jej w naszej pięknej XXI wiecznej rzeczywistości, zastanawiam się, czy feministki, autora spaliłby na stosie, czy wręcz przeciwnie, wyniosłyby go na transparenty.

Czego tu nie ma, są i korporacje (rządzące wszystkim i wszystkimi, poza naszym bohaterem oczywiście), i cyberpunk, i space opera, i gen-tech, i inwazja, i SI (dla osób długo pracujących na zmywaku w Albionie AI), i nieduża bitwa kosmiczna, no i dość specyficzne romanse. Dla każdego coś miłego. Jakby tego było komuś mało, to jeszcze jest Paryż pod okupacją (ale nie Cylonów, to nie ten serial).

Jak wszystkim wiadomo najniebezpieczniejszym stworzeniem na naszej planecie, oraz wszystkich okolicznych, wraz z ich naturalnymi i sztucznymi satelitami, jest zdradzona lub porzucona zakochana kobieta. To właśnie przez taką osobę nasz bohater (a właściwie, w momencie poznania bohaterka, jak się zmieniać to po całości) popada w kłopoty. Na dokładkę z powodu hormonów i instynktów, z przestępcy doskonałego, robi się rozlazła baba (aby samemu nie trafić na stos współczesnej femkwizycji, właśnie nie wspaniała, inteligentna, znająca swoją wartość kobieta, tylko jakiś taki babochłop), mająca skrupuły i obiekcje, wyrzuty sumienia, a na dokładkę ponad miarę rozwinięty instynkt macierzyński. Na szczęście z powodu tego co zrobił jeszcze jako facet (nie pierwszy raz chłop ratuje kobitę z opresji) i zachłanności okradzionej przez niego korporacji rozpoczyna się inwazja (której obawiają się zapewne wszyscy Australijczycy, inwazja kangurów [i tak jestem zdziwiony, że nie wybrał miśków koala]) i on/ona jest jedynym ratunkiem. I właśnie dzięki tej inwazji przestaje być: przestępcą poszukiwanym przez wszystkie korporacje, kobietą dzięki korporacjom, pozbywa się też swojego kobiecego pierwiastka, i staje się prawie bogiem. 

Zakręcone jak słoik z dżemem i całkiem dobrze napisane. Z należytą dawką humoru, powagi, erotyki i akcji. Kilka ledwo dostrzegalnych błędów logicznych, które i tak nie psują zabawy. Jedynym mankamentem jest to, że z trudem wystarcza na dwa wieczory. Moja ocena to 7/10 i jak macie jakąś chandrę, to polecam.

John Brosnan "Inwazja Opoponaksów" tyt. org. "The Opoponax invasion" Wydawca Prószyński i S-ka 1997

5 komentarzy:

  1. Mężczyzna-przestępca, kobieta-istota boska. Podoba mi się ten tok myślenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ten facet staje się prawie bogiem, kiedy pozbywa się już swojego kobiecego pierwiastka.

      Usuń
    2. Aha. Tok myślenia legł w gruzach.

      Usuń
  2. A propos brzydkich okładek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna nie jest, ale obrzydzenia też nie budzi.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze, to fajnie wiedzieć, że ktoś (poza mną) z tego korzysta.