16 czerwca 2013

Możesz ukraść nawet całą planetę

Nie wiem ile razy ją przeczytałem, nie pytajcie więc. Nie pytajcie też ile jeszcze razy ją przeczytam, nie wiem albowiem niezbadane są wyroki losu, ale czytam ją przynajmniej raz na dwa lata. Możecie teraz zapytać czemu, przecież musisz ją znać niemal na pamięć? I tak jest, znam Plan na pamięć, ale zwyczajnie lubię przez chwilkę przebywać w tym trudnym a zarazem beztroskim świecie, twardych ale radosnych ludzi, zmuszonych do walki z bezduszną biurokracją i zachłannością jednostek.

Świat absolutnego piękna i potwornej brzydoty. Człowiek na nim jest elementem niepożądanym ale tolerowanym. Prawie cały ekosystem tego świata jest dla człowieka toksyczny, ale to działa w obie strony, dla wszystkiego co na nim żyje człowiek jest śmiertelną trucizną. Jednocześnie świat jakby zaplanowany do wypoczynku, łagodny ciepły stały klimat, krystalicznie czyste oceany z przepięknymi plażami, zachwycającą fitocenozą i przerażającą, choć w praktyce niegroźną zoocenozą oceaniczną. I na tym świecie żyje niewielka społeczność ludzka, zmagająca się z trującym otoczeniem, dzień dnia walcząca o swój byt, a jednocześnie umiejąca korzystać z uroków i piękna tego dzikiego świata.

Chciałoby się taki świat ocalić, powstrzymać budowę hoteli i pensjonatów. Zachować jego piękno, bez tłumu zatuczonych Niemców i Amerykanów, wylegujących się na plażach. Tylko jak to zrobić? Potrzebny jest dobry Plan. Plan przewidujący wszystkie możliwości, sztuczki, wykorzystujący biurokrację i kruczki prawne. Posłużyć się tak dobrymi jak i złymi cechami ludzi. I ten plan mają wykonać praktycznie dzicy i pokojowo nastawieni ludzie, przeciwko sile federacji galaktycznej. Na dokładkę plan ten ułożył prosty człowiek, nie mający żadnego formalnego wykształcenia. Czy tubylcy mają jakiekolwiek szanse, na powodzenie? Żadnych.

Świetnie napisana powieść, mająca już czterdzieści lat, a zupełnie tego nie czuć (choć taśmy perforowane wyszły już jakiś czas temu z użytku, a dyski czeka to wkrótce). Ciekawie nakreślone postacie dramatu, z lekkim przerysowaniem niektórych cech, ale w granicach przyzwoitości i poprawności. Taka trochę inna fantastyka, bez bajeranckich gadżetów i fajerwerków. Z chęcią obejrzałbym ekranizację, byle nie amerykańską. U mnie ma 8/10.

Lloyd Biggle Jr. "Pomnik" tyt. org. "The monument" Wydawca Wydawnictwa "Alfa" 1986

9 komentarzy:

  1. I kolejny "must have" od Ciebie, bracie!

    dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czego się nie robi dla wiernych czytelników :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Według mnie warto, ale zawsze chętnie zmierzę się z odmiennym zdaniem.

      Usuń
  3. Ok, zassałam (sza, niedobra ja). Podzielę się opinią, jak przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, jakie to dobre!

      Usuń
    2. Rok i dwa dni, nie ma co, szybko poszło :)

      Usuń
    3. Cicho, czytnik mi się kurzył, bo nie umiałam się wygrzebać spod papieru. Ale stwierdzam, że warto było. DZIĘKI WIELKIE!

      Usuń
    4. Za nie ma co, polecam się na przyszłość :)

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze, to fajnie wiedzieć, że ktoś (poza mną) z tego korzysta.