6 października 2012

Highway to hell

Gnamy przed siebie (jako cywilizacja, bo ja to akurat siedzę w fotelu i klepie klawiaturę). Ciągły rozwój otwiera nam nowe przestrzenie, a chęć ekspansji wytycza nowe drogi. Już planujemy podróż na Marsa, bazy na Księżycu. Rozglądamy się za planetami podobnymi do naszej Ziemi. Wydaje się nam (to też o cywilizacji jako takiej, ja sobie odpuściłem), że już wiemy prawie wszystko o otaczającej nas rzeczywistości. A co jeśli się mylimy?

Ciągle chodzi nam po głowach chęć zbudowania sztucznej inteligencji. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że co rusz sami wykazujemy się brakiem własnej. Może ktoś w tym wielkim wszechświecie wpadł już na podobny pomysł, tylko miał większe możliwości, dużo większe.Tak wielkie, że mógłby powierzyć tej swojej SI obserwacje rozwijających się cywilizacji. A gdyby tej sondzie znudziła się czysta obserwacja, i jako maszyna wystarczająco inteligentna, postanowiła sobie poeksperymentować na obiekcie swojej obserwacji.

Jak bumerang powraca problem, czy to co postrzegamy swoimi bardzo niedoskonałymi zmysłami jest realne? Czy cała nasza rzeczywistość rzeczywiście istnieje? Czy nie jesteśmy li tylko jakimś eksperymentem na skale kosmiczną (dla nas, dla jakiś istot możemy być kroplą wody na płytce Petriego)?  I czy można  w jakikolwiek sposób porozumieć się z istotami na wyższym stopniu rozwoju i przekonać je, że posiadamy jakąkolwiek inteligencję? Albo choć uzyskać prawo do dalszego istnienia i być może pomoc w rozwoju (choć w nasz postęp, nawet z pomocą, bardzo wątpię)?

Całkiem niezły początek, który przeszedł w niezłe rozwinięcie. Ale dalej autor jakby się zapędził w kozi róg i nie wiedząc jak wybrnąć, poszedł w mesjanistyczny bełkot. Choć potem całkiem nieźle wybrnął i pozostawił nas w niepewności, gdzie jesteśmy, jak skończyła się wyprawa i czy się skończyła, a jeśli tak to jak i dla kogo? A może Arsenał nas więzi?

Jak dla mnie to to może być 6/10, i to nawet w jej górnych granicach. Choć trochę się zestarzała opowieść, analogowe aparaty fotograficzne, papierowa biblioteka na statku kosmicznym, wydaje się być obecnie czymś lekko komicznym.

Marek Oramus "Arsenał" Wydawca Państwowe Wydawnictwo "Iskry" 1985

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze, to fajnie wiedzieć, że ktoś (poza mną) z tego korzysta.