11 maja 2013

Nie ma to jak dobra robota robota

Chciałem zanim zacznie się dzień przeczytać najnowsze doniesienia. Ściągnąłem z pola na czytnik i coby nikomu nie przeszkadzać usiadłem cichutko w kąciku. Przywołałem świetlika, bo nawet dla moich, lekko podrasowanych oczu było jeszcze za ciemno. Osiem nowych wiadomości i wszystkie dotyczące robotów. Świat schodzi na kotopsy.
Jaki ten człowiek głupi jest, to czasem aż niewiarygodne. Trzeba go najpierw omamić i zamotać, żeby nie zwariował. I tak właśnie postąpiono z tymi, którzy jako pierwsi mieli lecieć na czerwoną planetę. Symulowany trening tak ich ogłupił, że o tym, że są na Marsie zorientowali się dopiero jak niechcący rozdeptali jakieś marsjańskie zwierzątko, z którego zamiast kółek zębatych zaczęła płynąć krew. Dobrze, że stało się to w ostatnich dniach wyprawy i udało im się szczęśliwie powrócić. Ciekawe dlaczego piszą o tym dopiero teraz?
Przez idiotyczne prawa robotyki, wymyślone przez ludzkiego pisarza Asimova, roboty muszą być delikatne wobec ludzi jak aksamitna rękawiczka. mimo tego, nie łamiąc żadnego z trzech praw, istota lepiej wyposażona jaką jest niewątpliwie robot,  nawet bez jednej nogi, słuchu i większych szans, android jest w stanie pokonać bandę przemytników. Kogoś to dziwi?
Na razie na dość odległym posterunku i na dokładkę na kompletnym zadupiu marsjańskim idzie ku lepszemu. Ramię sprawiedliwości jakim jest policja powoli zmienia się w ramię mechaniczne. Twardsze i mniej zawodne jest takie ramię.
Coraz większe mózgi, coraz bardziej skomplikowane zadania. Nie powinno więc nikogo dziwić, że pojawił się robot, który chciał wiedzieć czym jest ta miłość, której ludzie poświęcają tyla czasu, uwagi i zdrowia. Czym się może skończyć zawód miłosny dla człowieka, doskonale wiemy, czym się może skończyć dla robota?
Permanentna elektroniczna inwigilacja. Czy znajdzie się jakiejś miejsce gdzie można się przed nią ukryć? Gdzie doskonały zautomatyzowany inwigilator nie będzie mógł powiedzieć: "Widzę cię". Może się ono jednak okazać już zajęte przez kogoś kto nie będzie chciał dzielić się wolnością.
Nawet niezawodne maszyny, na skutek przypadku czy też niecelowych acz mimo wszystko niszczycielskich działań, mogą jednak zawieść. Potrzebny jest wtedy ktoś kto to naprawi. Konserwator musi czasem wykazać się niezwykłą elastycznością i pomysłowością. I choć mógłby naprawy dokonać zwykły robot, to z tych powodów posyła się mimo wszystko, zawodnego człowieka.
Kilkadziesiąt lat po wojnie z robotami, którym wydawało się, że są lepsze od człowieków. Ludzki zwiad odkrył, że założyły sobie nawet hodowle ludzi. I choć była to pod względem technologicznym mocno zacofana planeta, to i tak ludziom ją zamieszkującym udało się pokonać cwane roboty. To musiało być wyjątkowo frustrujące dla blaszaków.
Ale gdzieś wojna toczy się nadal. Wojna z robotami w roli głównej, ze względu na szybkość ich reakcji i wytrzymałość. Wojna na wyniszczenie. Ludzie już tylko nią dowodzą, ale i to musi się wkrótce zmienić.
No dobra prasówka zrobiona. Serwomechanizmy nasmarowane, stan baterii 7/10, przetrę jeszcze tylko soczewki i trzeba wracać do konsoli, rozkazy nie wydadzą się same.

Harry Harrison "Wojna z robotami" tyt. org. "War with the robots" Wydawca CIA-BOOKS - SVARO Ltd. 1990

2 komentarze:

  1. Świetne!
    A książkę czytałam,ale już jej nie pamiętam. Takie życie, słaba pamięć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślisz, że dlaczego prowadzę tego bloga. Moja skleroza już mi tak dopiekła, że nie było wyjścia i trzeba było skorzystać z pamięci zewnętrznej.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze, to fajnie wiedzieć, że ktoś (poza mną) z tego korzysta.