3 kwietnia 2013

To nie było śmieszne, a szkoda

Z prozą Pana Wolskiego pierwszy raz zetknąłem się w radiowej Trójce. I była to, poza listą Niedźwiedzia i Powtórką z rozrywki, trzecia audycja radiowa jakiej słuchałem wiernie i z zapartym tchem (choć często musiałem ową "zapartość" odpuszczać z powodu co i raz budzącego się rechotu). A 3x6 równa się 666 pozostało w mojej pamięci do dziś.Widząc więc ową ewangelię za dziewięć złociszów długo się nie zastanawiałem.

Jak ogólnie wiadomo każda opowieść musi mięć wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Jest to dość logiczna konstrukcja (tak jak i konstrukcja dzidy bojowej, która to składa się: z przedzidzia dzidy bojowej, śróddzidzia dzidy bojowej i zadzidzia dzidy bojowej. Dalszy rozkład dzidy bojowej sobie odpuszczę, kto był w wojsku ten zna, kto nie był, niech się wybierze). Tylko (i to jest ten przypadek) czasami najpierw trzeba mieć zakończenie, zanim się zacznie. Niestety, zakończenie jakie dostajemy, jest już mocno ograne, choćby przez Monty Pytona w "Żywocie Briana" (Life of Brian) (swoją drogą polecam. Always look on the bright side of life fiufiu fiufiufiufiufiufiu), i nie chodzi o zakończenie filmu. Trzeba się zdecydować też, czy piszemy książkę na poważnie czy sobie żartujemy. Jeśli na poważnie, to odpuszczamy sobie moralizowanie, w stylu: czary i magia to zuo (o ile nie czaruje się w słusznej sprawie), pornografia to zuo (chyba, że chodzi o cieślę, jemu wolno), gry komputerowe to potworne zuo (patrz pornografia), zabijanie to zuo (o ile nie chodzi o tych, których zabić należy wtedy jest ok, albo zabijający jest cieślą, wtedy też jest ok i wybaczone), bo wychodzi się na... (domyśl się autorze).A jak piszemy dla żartu to odpuszczamy sobie sceny makabrycznie makabryczne. Ciężko zdecydować jaki target obrał autor i wyszło takie coś o.

Wszystko musi zacząć się od trzęsienia ziemi, mawiał Alfred. Ale on był Angielskim Amerykaninem, a oni tam mają najprzeróżniejsze służby, to sobie mogą zawsze znaleźć jakieś trzęsienie ziemi. My mamy problem z zakupem radaru pogodowego, coby wiedzieć gdzie pioruny tłuc będą, musimy więc zadowolić się wybuchem atomowym. A potem jest rzeź niewiniątek, rzeź winiątek, pościgi, strzelaniny, pożary, dzikie zwierzęta, śledztwa, dochodzenia, egzorcyzmy, cuda wianki. I byłoby całkiem fajnie gdyby w zakończeniu odpuścić ten katolicki etos, patos i Aramis.

Gdyby nie to cienkie jak zadek węża zakończenie, przefajnowanie z umoralnianiem i zdecydowane niezdecydowanie autora, to byłaby to świetna pozycja, a tak to taki ni pies ni wydra, dam 4/10.

Marcin Wolski "Ewangelia według Heroda" Wydawca Wydawnictwo M 2011  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze, to fajnie wiedzieć, że ktoś (poza mną) z tego korzysta.