2 czerwca 2012

Wsi spokojna, wsi wesoła

Są książki, które się czyta jednym tchem (pod warunkiem, że się umie wstrzymać oddech na co najmniej cztery minuty, a książka jest bardzo cienka). Ja jednak zazwyczaj czytam okiem (a właściwie oboma i przynajmniej jedną ręką). Są jednak książki, które chciałoby się i czytać i oglądać i .. i ... nie wiem co jeszcze ale z chęcią jeszcze jakiś zmysł by się do tej przyjemności włączyło, żeby żaden nie był stratny. Tak jest z większością książek Terryego Pratchetta (czy jak to się tam odmienia), a jak na razie, ze wszystkimi, które opowiadają o świecie Dysku.

Książkę wygrałem w konkursie, tak trochę nieprawidłowo, bo proszono o wymienienie ulubionej książki i bohatera. Ale co ja biedny żuczek miałem zrobić jak lubię je wszystkie i większość osobników plączących się po ich kartach. Bo i krasnoludy w tym kapitana Marchewe  (który tak do końca nie jest krasnoludem ale przecież to wiecie) i wiedźmy z ciut wiedźmą na przedzie, i Nac Mac Feeglów z Szalonym Ciut Arturem, i ŚMIERĆ, i Bagaż, i nawet ludzi, a już zwłaszcza Dwukwiata i komendanta Samuela Vimesa. Nie wymienię wszystkich nacji i osób (a właściwie osobników płci obojga, oraz zmiennej powierzchowności) bo zajęło by to zbyt dużo miejsca. Dzięki tej książce polubiłem jeszcze gobliny, bo o nich właśnie ta książka jest (a znając Terryego, to tylko wierzchołek góry lodowej, o ile na świecie Dysku pozostały jeszcze jakieś nie spożyte góry lodowe).

Sir Pratchett przyzwyczaił nas do tego, że jego książki poza treścią, która jest coby dużo nie pisać doskonała. Lekka z dawką znakomicie podanego, wysublimowanego (ale i jakże prostego w odbiorze) humoru i  ironii (a może chodziło o aronię, ale chyba nie). Doskonale poprowadzonych dialogów i rozmów z większą ilością dyskutantów. Zawiłej i wciągającej w nurt przygód intrygi. Dodaje jeszcze bardzo wyraźny i bardzo ważny przekaz, włożony między linijki tekstu. Mi jeszcze dodatkowo bardzo podoba się nieortodoksyjne podejście autora do prawa i sprawiedliwości. Coś jak u Pawlaków i Kargulów sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Tylko u Vimesów z dziadkowej kuszy, to bełt wylata.

Tym razem na warsztat trafił rasizm i niewolnictwo (które jakoś się wiążą ze sobą, najczęściej łańcuchami). Jako, że temat sam w sobie jest bardzo ciężki i mroczny, powieść ta nie ocieka humorem (acz wcale nie jest go mało, jest tylko delikatniejszy i podany z większym wyczuciem) jak dotychczasowe. I muszę przyznać, że autor zrobił to doskonale, chapeau bas panie Pratchett, chapeau bas.

Nie mogę się też powstrzymać, żeby nie wspomnieć o kupkach. Jakieś przeczucie miałem na targach, że w najbliższym czasie, kupa będzie się w jakiś sposób przewijać przez moje życie, i sprawdziło się. Filatelistyka, to zbieranie znaczków, filumenistyka, to zbieranie innych skrawków papieru (nie toaletowego) jak nazwać kolekcjonowanie odchodów? (tylko nie podejrzewajcie mnie o takie, dość dziwne hobby, ja zbieram książki, które i tak zajmują sporą część mojego mieszkania, na odchody słonia miejsca bym nie znalazł, choć do Zoo mam niedaleko)

Czytając bawiłem się setnie, ale i chęć mordu też gdzieś się przemykała po zwojach. Jak dla mnie 9/10 i nieustająco wielkim fanem twórczości jestem.

Terry Pratchett "Niuch" tyt.org. "Snuff" Wydawca Prószyński Media Sp.z o.o. 2012

7 komentarzy:

  1. Jeden z moich ulubionych autorów. Po Niucha na pewno kiedyś sięgnę. Tymczasem dodaję bloga do obserwowanych i zapraszam do siebie: http://ksiazki-recenzja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach ten Pratchett. Choć tym razem obyło się bez salw śmiechu, to druga warstwa, ta bardziej poważna, była jak zwykle super. Z resztą, chyba czytałeś i moją recenzję, więc wiesz jak odebrałam "Niucha" :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee, nie opowiadaj, są miejsca, gdzie musiałem poskramiać przeponę coby mi książki z kolan nie zrzuciła, a że jest ich mniej, to insza inszość. Jest za to inny rodzaj humoru, mniej rechotliwy, bardziej uśmiechowy :)

      Usuń
    2. Uśmiech nie uruchamia przepony ^^

      Usuń
    3. Uśmiech na szczęście nie, ale rechot jak najbardziej :)

      Usuń
  3. Uwielbiam Pratchetta :) Zastanawia mnie, jakimi bucami muszą być ludzie, którym nie podobają się jego książki, hyhy ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórych śmieszy Jaś Fasola, innych Monty Python, kolejnych 50 twarzy Greya, a jeśli się lubi Pratchetta i jego humor to z pewnością nie powinno się obrażać innych ludziów zbyt pochopnie.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze, to fajnie wiedzieć, że ktoś (poza mną) z tego korzysta.