6 marca 2012

Wróżka zębuszka zaprasza psychuszka

Na początku umówmy się, że wampirów nie było, nie ma  i nie ma co marzyć, że będą błyszczały w słońcu. Mam tu na myśli te takie przemiłe stworzonka, które żywią się ludzką krwią, raczej się nie opalają, sypiają w trumnie, i działa na nie osikowy kołek, czosnek i skrzyżowane patyki. To takich jak mówiłem nie ma. Wilkołaków też nie ma. Wyjących do księżyca w pełni, porośniętych gęstym futrem, o wilczych pyskach i zmieniających się w człowieka za dnia. Nie oszukujmy się, to są bajki dla Amerykanów.

To co mamy. Po pierwsze XXI wiek i czas przestać wierzyć w bajdy. Życie to nie jest bajka, a rzeczywistość jest brutalna i prędzej wyrwie nam łeb z płucami i nasika do szyi, niźli pozwoli się pozachwycać sobą. Tam gdzie prawo dociera tylko w przypadku większego wypadku, zaczynają się prawa silniejszego. Czyli jeśli nie masz mięśni, zębów i szponów, to lepiej miej grono znajomych (bo w kupie raźniej i kupy nikt nie ruszy), a i dwururka załadowana grubym śrutem też jest nie do pogardzenia. Mimo nawet takiej przewagi, to co przyniesie los, może spowodować przykry wypadek i niespodziewany prezent w bieliźnie. Szok może obstrukcje zamienić w laksacje, co oznacza ni mniej ni więcej, że ze strachu posrasz się w gacie. Ale do wszystkiego można przywyknąć, nawet do wilkołaka, który nie tylko nie zmienia się w człowieka za dnia, ale cały czas przypomina wyleniałego buldoga z wystającymi z paszczęki zębiskami, który na dokładkę potrafi telepatycznie namieszać w psychice. A to dopiero wierzchołek góry z okropieństwami  jakim przez zupełny przypadek wlazłeś w paradę.  A kiedy skończą się naboje i rozwieje się dym prochowy, nie będziesz w stanie stwierdzić, co w tym wszystkim było najgorsze. Czy to co byłeś sam zmuszony zrobić, czy to co widziałeś co robili pozostali, czy też to co czułeś z powodu telepatycznej walki, czy w końcu to czego dowiedziałeś się o sobie, swoich znajomych i przyjaciołach i o otaczającym cie realnym świecie.

Gdyby odrzeć powieść Diwowa z większości elementów fantastycznych, to byłaby to doskonała praca socjologiczna z zakresu tworzących się reguł, rządzących w społeczności wiejskiej i małomiasteczkowej w wyniku gwałtownych przemian geopolitycznych jakie nawiedziły Rosję. Doskonale pokazane tworzące się powiązania pomiędzy światem polityki, policji, zorganizowanej przestępczości, obieranej demokratycznie władzy i ludźmi o niecodziennych zdolnościach i możliwościach. Fantastycznie oddana mentalność zamkniętej społeczności z podupadającej i odciętej w znaczącym stopniu od cywilizacji wsi. Z podziałem na swoich, miastowych i przyjezdnych (turystów, tfu psia ich mać). Społeczności tak wsi, jak i miasteczka, która musi zmierzyć się nie tylko z tym co znane ale i z całkiem nowymi zagrożeniami. I ten niesamowity fatalizm i ruska dusza, i że без пол-литра не собираются, a znacznie lepszy jest cały litr.

Ta książka przypomni ci, że wampirzyć, to nie błyszczeć w słońcu, że przejść się w nocy z toporem po mieście czasem trzeba, i że u Ruskich nawet pies musi kombinować, żeby przeżyć.

Mnie się podobało i Diwow ma u mnie już dwa duże plusy, ten ma 7/10.

Oleg Diwow "Nocny obserwator" tyt.org. "Ночной смотрящий" Wydawca Fabryka Słów Sp.z o.o.

2 komentarze:

  1. Nie przepadam za fantastyka, ale swoja recenzja zainteresowales mnie do siegniecia po ten tytul. Ja rowniez nie lubie wampirow blyszczacych w sloncu, obowiazkowo kochajacych sie w najpiekniejszych i jednoczesnie najdurniejszych dziewczetach w szkole. Dlatego ode mnie duzy plus i z pewnoscia bede jeszcze powracac na Twojego bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bycie wampirem u Diwowa to nie słodka bajka o nieśmiertelności. A po książkę warto sięgnąć, zwłaszcza, że widziałem ją gdzieś już w przecenach. I zapraszam, otwarte 24/7 :)

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze, to fajnie wiedzieć, że ktoś (poza mną) z tego korzysta.