23 maja 2019

Czas na targi

Czas jest dość ciekawą rzeczą. Właściwie nie ma przyszłości i przeszłości, jest tylko teraźniejszość (a w każdym bądź razie nic innego nie możemy jeszcze zaobserwować).
No i właśnie teraz mam taki lekki problem z tym czasem. Bo właśnie jutro/dziś/wczoraj pójdę/poszedłem i kupię/kupiłem sobie książkę. Na WTK oczywiście, które się zaczęły/zaczną wczoraj/dziś/jutro, a potem zacznie/zaczął się mój koszmar z czasem. (Piszę to tak, bo właściwie nie wiem jaki teraz jest dzień. Jak tylko wysiądę z tego cholernego niebieskiego pudła, to mam nadzieję, że wszystko się unormuje). Jak to ja zacząłem się szwendać po targowisku próżności, patrząc kto jest, a kogo nie ma (nie ma np. merlina.pl i nie ma krówek [a w każdym bądź razie jest ich znacznie mniej], ani darmowej kawy [to mi akurat zupełnie nie przeszkadza i tak nie lubię kawy] hm ciekawe czemu go nie ma?). Za to poczęstunków było ho ho, ja wlazłem na trzy (u Rumunów, Francuzów i na stoisku Znaku) wszędzie było wino (białe i czerwone) jakieś kanapki, naleśniki, ciastka i desery. Wypas normalnie. A chwilkę później trafiłem przez zupełny przypadek (bo łatwiej czarną dziurę w kosmosie znaleźć) do strefy fantastyki. I się zaczęła moja gehenna z czasem. Najpierw lekko czknęło do przodu i stąd ta zakładka z przyszłorocznych targów. Potem polecieliśmy parę lat w przeszłość i nieopacznie zostawiłem to zdjęcie (na szczęście u siebie w chałupie w albumie). Trochę wyblakło i tu i ówdzie przytarło ale wszystko wyraźnie widać. A teraz siedzę cholera wie gdzie, a jeszcze mniej wiem kiedy i piszę tego posta. Jak to możliwe spytacie, to wam pokażę. Stało sobie to niebieskie

bydle w kąciku, a ja głupi wlazłem pozwiedzać. Wiecie, że w środku jest nieco większe niż na zewnątrz. Trochę mi się zeszło (zwłaszcza przy basenie) oraz na siódmym poziomie w magazynie eksponatów (już nic nie powiem o sali kinowej i jakie i z kiedy można sobie filmy obejrzeć, niestety czas gonił). Biblioteka w tardisie jest niesamowita, nie możecie sobie nawet tego wyobrazić (szkoda że tylko angielskie wydania, ale mino wszystko). Jak w końcu wylazłem, to to właśnie robiło to swoje wziuu i poszło. To ja do doktora coby mnie wypuścił, że ja nie chcę (przecie napisałem, żem głupi).  Ale na moje szczęście/nieszczęście doktor powiedział: NO.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za Wasze komentarze, to fajnie wiedzieć, że ktoś (poza mną) z tego korzysta.