5 lipca 2013

Wilka wycie, smoczy mocz

Już gdzieś kiedyś wspominałem, że w swojej genialnej trylogii w pięciu tomach Douglas Adams opisał dość dziwną planetę, na której wiesiołkowaty Artur Dent spędził jakiś czas po zniszczeniu Ziemi (znaczy nie Artur zniszczył naszą rodzimą planetę, tylko Vogoni budujący galaktyczną autostradę, ale nie zmienia to faktu, że Ziemia została zniszczona). Jedną z ciekawostek na owej planecie były książki. Kończyły się one po pewnej liczbie słów, ni w pięć ni w dziewięć, nie kończąc opowiadanej historii, koniec i już. Śmiem podejrzewać, że autor opisywanej dziś książki, postanowił wykorzystać w pewien sposób ten pomysł.

Zbiór opowiadań, nie powiem, że nieciekawych w swojej formie. Nawet zajmujących i wciągających niekiedy. Tyle tylko, że o niczym. Nic z nich nie wynika, donikąd nie prowadzą czytelnika. Opowiadanie się toczy, historia się rozwija, i ni stąd ni zowąd koniec. To tak jakbym ja, zaczął pisać zdanie, coby dosadnie... Tyle tylko, że tu można się domyślać co bym dosadnie określił i jakich słów, powszechnie uważanych za niecenzuralne użył. Opowiadania zaś nie dają do myślenia, ewentualnie można się zastanawiać: po co? (czy to po co zostały napisane, czy też po co ja je przeczytałem).

Jedno opowiadanko wzorowane na Wyspie doktora Moreau Wellsa tylko cofnięte nieco w czasie, z naleciałością od Guliwera, czy raczej mitów greckich o centaurach, jeszcze jakoś ujdzie. Horrorkowate ostatnie w zbiorze też mające klimat. Tylko zakończenia obu, no daj pan spokój, ni przypiął ni wypiął, w żaden sposób nie przystające do reszty treści danej opowieści.

Pozostałe, kojarzą mi się z dziadami, którzy kiedyś krążyli po wsiach i swymi opowieściami z wielkiego świata zarabiali na miskę zupy z krupami, albo też szklaneczkę cienkusza. Tyle tylko, że jakby takie opowieści snuli, jak autor niniejszego dzieła, to albo by z głodu zeszli byli, albo by ich psami poszczuto i ze wsi wygnano.

Na końcu autor zamieścił rzewne podziękowanie dla kilku osób: Zabrzmi to może banalnie, ale bez Was naprawdę nie byłoby tej książki. Ja bym się drogi autorze zastanowił czy to aby na pewno przyjaciele waszmości, czy nie przypadkiem wilcy w ludzkie skóry przybrani dybiący czy aby się wam noga nie powinie. Jak dla mnie to lepiej dla waszeci byłoby jakby owa książka nie powstała. Ode mnie 4/10 i nie polecam nawet wielbicielom autora.

Romuald Pawlak "Wilcza krew smoczy ogień" Wydawca Fabryka Słów Sp.z o.o. 2006

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze, to fajnie wiedzieć, że ktoś (poza mną) z tego korzysta.